Wysłała dzieci do szkoły, o której kuratorium nic nie wie

Jedna z czytelniczek opowiedziała kieleckiemu oddziałowi „Gazety Wyborczej” niecodzienną historię, która dotyczyła Szkoły Podstawowej, do której zapisała dwójkę swoich dzieci. Po zakończeniu roku szkolnego postanowiła wybadać kilka niepokojących ją spraw, poprzez telefon do Świętokrzyskiego Kuratorium Oświaty w Kielcach. Jak się okazało, taka szkoła w ogóle nie istniała. Na umowie znajdowały się dane innej placówki oraz jednej z fundacji.
Prywatna szkoła w Skarżysku-Kamiennej przy ul. Sokolej - tak miała reklamować się placówka szkolna, która okazała się fałszywa, jeszcze rok wcześniej podawała wręcz idealne warunki nauczania, czym skusiła niejednego rodzica i ucznia. W trakcie roku szkolnego dochodziło do wielu niespodziewanych rzeczy.
Dzieci chodziły do szkoły, która nie istniała
Jednym z pierwszych zapewnień szkoły był fakt, że będą chcieli prowadzić nauczanie stacjonarne jak najdłużej to możliwe. Dodatkowo czesne wcale nie były wysokie, co dla rodziców było dodatkowym atutem i argumentem do zapisania ich dzieci do placówki.
Jak się okazało, niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego syn czytelniczki „Gazety Wyborczej”, który uczęszczał do IV klasy, powiedział swojej mamie, że uczy się z ósmoklasistami, a sprawa stała się jeszcze bardziej podejrzana, gdy rozpoczęły się zajęcia zdalne.
Dzieci z pierwszej klasy nie uczyły się pisać, a zamiast tego tworzyły origami i inne rodzaje twórczości kreatywnej. Jakby tego było mało, nauczyciele nie wpisywali ocen do dziennika, a w szkole wcześniej wspomniana czytelniczka miała usłyszeć, że dzieci nie są tutaj dla ocen.
Przysłowiowa miarka się przebrała na koniec roku szkolnego, kiedy dzieci nie otrzymały świadectw, a jedynie teczki z opisem osiągnięć z poszczególnych przedmiotów. W związku z tym mama zaniepokojonego chłopca zdecydowała się wykonać telefon do Świętokrzyskiego Kuratorium Oświaty w Kielcach. Tam usłyszała, że szkoła, o której mówi, wcale nie istnieje.
Sprawa trafiła do prokuratury
Dziennikarze „Gazety Wyborczej” skontaktowali się z kuratorium, gdzie usłyszeli, że szkoła, o której mowa nie ma prawa istnieć, dlatego zdecydowali się zawiadomić prokuraturę. W międzyczasie szkoła zmieniła siedzibę, a niedługo po tym nie było po niej żadnego śladu.
Niczego wcześniej niepodejrzewająca czytelniczka wspominanej gazety wspomniała, że na umowie, którą otrzymała od dyrektorki widniały dane dwóch innych placówek. Były to: Zespół Niepublicznych Placówek Oświatowych "Malinowy Ogród" oraz Fundacja Osiem Marzeń, których siedziby znajdują się w Szydłowcu. Agnieszka Karczewska, wiceszefowa Fundacji Osiem Marzeń w Szydłowcu w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” próbując wyjaśnić sprawę tłumaczyła, że doszło do nieporozumienia, które zostało wywołane pandemią i nagłym poszukiwaniem przez szkołę w Szydłowcu, którą też prowadzi, nowej placówki.
- Zajęcia edukacyjne w tej lokalizacji w roku szkolnym 2020/2021 były realizowane przez krótki okres, bez wpisu do rejestru szkół i placówek niepublicznych prowadzonego przez Prezydenta Miasta Skarżyska-Kamiennej. Organ prowadzący szkołę, podejmując decyzję o zmianie lokalizacji prowadzenia zajęć, był przekonany, że jest to chwilowe rozwiązanie wywołane nadzwyczajnymi okolicznościami - powiedziała Karczewska dla „GW”.
Dodała, że rodzice na siłę chcieli rozkręcić aferę, by wymusić zwrot czesnych. Co o tym myślicie?
Zobacz artykuły polecane przez Redakcję Portalu Parentingowego:
Brytyjka będąc w ciąży po 3 tygodniach zaszła w kolejną ciążę
Kobieta podczas porodu dowiedziała się, że ma podwójny system rozrodczy
Mama znalazła w łóżku dziecka nietypowe robaki. Okazało się, że nie były to pluskwy
Źródło: wiadomosci.onet.pl











