Położne ze staszowskiej porodówki walczą o oddział. To, co tam się stało, wzbudza grozę

W niewielkiej miejscowości Staszów w województwie świętokrzyskim zawieszono pracę oddziału ginekologiczno-położniczego. Od kilku dni sytuacja wygląda tam wyjątkowo nieciekawie. Jest to jedyna porodówka w okolicy i rodzące kobiety muszą jeździć do innych, oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów.
Wizja zamknięcia szpitala wisiała już od grudnia ubiegłego roku. A 22 kwietnia dyrektor placówki podjął decyzję o zawieszeniu pracy oddziału na czas nieokreślony. Powód? Jak to często bywa – pieniądze.
Porodówka w Staszowie zawiesiła działalność
W ubiegłym tygodniu, w ręce pracownic Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Samodzielnego Publicznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Staszowie, trafiło pismo od dyrektora placówki, informujące o tym, że praca oddziału ma zostać bezterminowo zawieszona.
Położne natychmiast zamieściły tę informację na facebookowej stronie szpitala. Piszą:
"Dzisiaj z sercem pełnym troski i obaw zwracamy się do Was z prośbą o pomoc. Nasza ukochana porodówka, miejsce, w którym powstają pierwsze uśmiechy, pierwsze westchnienia, pierwsze spojrzenia miłości, stoi na krawędzi zamknięcia.
Nie chcemy stracić tego, co jest dla nas takie ważne, tego co daje nadzieje na rozwój naszego miasta. Chcemy chronić miejsce, które daje nadzieję, które przynosi na świat nowe życie. Ale bez Waszej pomocy, bez Waszej solidarności, to marzenie staje się coraz bardziej mgliste, ponieważ od dnia 22 kwietnia Oddział Ginekologiczno - Położniczy oraz Neonatologiczny zostaje zawieszony do odwołania”.
Szpitalowi brakuje pieniędzy
Wszystko zaczęło się już kilka miesięcy temu. Informator, do którego dotarł poradnikzdrowie.pl, wyjaśnia, dlaczego doszło do takiej sytuacji: "Problem polega na tym, że na oddziale pracują lekarze w wieku przedemerytalnym. Dlatego położne już wcześniej alarmowały, że trzeba szukać młodej kadry, ponieważ za moment obecny personel przestanie pracować i oddział zostanie bez opieki. Chętni byli, ale dyrekcja proponowała takie stawki, które odstraszyłyby każdego”.
Co gorsza, dyrektor placówki podobno nie informował wcześniej personelu o tym, że podejmuje taką drastyczną decyzję. "O każdej decyzji położne dowiadują się na drodze pisemnej, czyli w formie dostarczenia pisma. Nie było żadnego spotkania, podczas którego byłaby możliwość zadania pytania, czy choćby próba uspokojenia sytuacji i wyjaśnienia, jakie kolejne kroki będą podjęte w tej sprawie”.
Położne walczą o porodówkę
O przywrócenie działalności staszowskiego oddziału ginekologiczno-położniczego zabiega sam personel. Położne zorganizowały pikietę w tej sprawie, która ma się odbyć 7 maja. Walczą o:
- przywrócenie funkcjonowania oddziału ginekologiczno-położniczego oraz bloku porodowego,
- wszystkie pacjentki, które chcą rodzić "na miejscu” bez konieczności dojazdu także w sytuacjach nagłych,
- udzielenie fachowej pomocy medycznej bez konieczności migracji dla kobiet na każdym etapie ich życia,
- lepszą przyszłość dla młodych pokoleń powiatu staszowskiego
Do porodu 80 km dalej
Łącznie z informacją o zawieszeniu działalności placówki, dyrektor szpitala podał także listę "najbliższych” porodówek w okolicy Staszowa. Są to:
- Szpital św. Leona w Opatowie,
- Zespół Opieki Zdrowotnej w Busku-Zdroju,
- Szpital Specjalistyczny im. Edmunda Biernackiego w Mielcu,
- Wojewódzki Szpital im. Zofii z Zamoyskich Tarnowskiej w Tarnobrzegu,
- Świętokrzyskie Centrum Matki i Noworodka - Szpitala Specjalistycznego w Kielcach.
Wszystkie one są oddalone o kilkadziesiąt km od Staszowa. Kolejno: 36 km, 39 km, 40 km, 46 km oraz 57 km. Trzeba wziąć pod uwagę, że powiat staszowski rozciąga się nieco dalej niż sam Staszów. I tak może dojść do sytuacji, w której rodząca kobieta z bardziej odległej gminy, będzie musiała pokonać 80 km ze skurczami porodowymi lub w innej nagłe sytuacji.
Staszowska porodówka ma duże wsparcie ze strony pacjentek. Jedna z internautek pisze: "Nie do pomyślenia to, co się właśnie wydarzyło. Sama rodziłam w kwietniu w 2023 i byłam bardzo zadowolona zarówno z warunków jak i z opieki na oddziale, zwłaszcza ze strony pań położnych, które w swoją pracę wkładają cale swoje serce. To nie dopuszczalne, żeby zamykać oddział ginekologiczno-położniczy tak ważny i potrzebny nam kobietom”. Pacjentki chcą wpierać oddział podczas pikiety i nie tylko. Ale czy to wystarczy?
Zobacz także:
"Połóżcie jej lód na brzuchu, bo się wykrwawi". Co się dzieje na kołobrzeskiej porodówce?
Badania, które trzeba wykonać w ciąży. Wszystko, co powinna wiedzieć przyszła mama
Pierwszy taki poród w Opolu. Dziecko urodziło się po francusku. Co to oznacza?













