Wyszukaj w serwisie
Przed ciążą Ciąża i Poród dziecko 0-2 przedszkolak szkoła Życie rodzinne zdrowie i pielęgnacja dziecka quizy
portalparentingowy.pl > Życie rodzinne > Zadręczają te dzieci, a potem się dziwią. Dobry rodzic nie popełni tych błędów
Marta Uler
Marta Uler 07.11.2023 10:56

Zadręczają te dzieci, a potem się dziwią. Dobry rodzic nie popełni tych błędów

jak zachęcić dziecko do nauki
Fot. Pexels/Igovar Igovar

Robimy za dzieci prace na plastykę, nosimy za nimi tornistry, nie pozwalamy kroić nożem chleba – więc jak mają przekonać się o tym, czy dają radę? Skąd mają dowiedzieć się czegoś o swojej sprawczości? To z tego – między innymi – może później wynikać ich brak wiary we własne możliwości.

O tym, jak wspierać dziecko, które w siebie nie wierzy i jak pomóc mu wydobyć swój potencjał – bo każdy jakiś ma – rozmawiam z Joanną Sadzik, certyfikowanym trenerem szkoły dla rodziców, menedżerem, mamą dwójki już dorosłych dzieci i prezeską Akademii Przyszłości. 

Mama jest niczym wykwalifikowany menedżer

Akademia Przyszłości to program edukacyjny skierowany do dzieci, które mają problemy w nauce i przez to nie wierzą w siebie. Akademia pomaga dzieciom już 20 lat. Wyposaża je w zasoby i doświadczenia, dzięki którym może pokonać dotychczasowe przeszkody i poradzić sobie w dorosłym życiu – przede wszystkim buduje w dziecku poczucie własnej wartości.

Portal Parentingowy: Na co dzień jest pani mamą, a w pracy – menedżerem dużej organizacji. Czy te dwie płaszczyzny jakoś się przenikają?

Joanna Sadzik: O tak, z pewnością! Tak naprawdę każdy rodzic jest wysoko wykwalifikowanym menedżerem. Musi sobie radzić z tym, z czym menedżer: z komunikacją, z osiąganiem celów, z realizowaniem projektów, z tym, by dbać w nich o osoby zaangażowane, czyli dzieci, ale i stawiać granice, umieć motywować, umieć także odkrywać swój potencjał. Świadomy rodzić spokojnie mógłby te wszystkie kompetencje wpisać do swojego zawodowego CV. 

W dużej mierze to od nas właśnie zależy konstrukcja emocjonalno-społeczna naszych dzieci. Proszę powiedzieć, co rodzic może zrobić we własnym zakresie, kiedy widzi, że jego dziecku brakuje wiary w siebie. Jak może mu pomóc?

Dobrze byłoby dowiedzieć się, skąd się wziął ten brak wiary w siebie i trochę się nad tym zastanowić. Dziecko nie jest samotną wyspą, żyje w rodzinnym (i szkolnym) ekosystemie. To, że nie wierzy w siebie, może wynikać z różnych rzeczy i różne będziemy mieć na to recepty. Warto zastanowić się, czy to my nie robimy czegoś, co może mieć na dziecko taki wpływ. 

Może dziecko ma starsze lub młodsze rodzeństwo, z którym je porównujemy. Często to robimy, nieświadomie, powielamy schematy – bo, np. nasi rodzice tak robili. Może wyręczamy dziecko. Robimy za nie choćby prace plastyczne, ale też sprzątamy za nie, wychodząc z założenia, że sobie nie poradzi. 

Wyjmujemy dziecku nóż z ręki, gdy chce sobie ukroić chleb i mówimy: "Ja to zrobię, będzie bezpieczniej”. Niesiemy tornister za dziecko, bo za ciężki. To mogą być drobiazgi, ale one odbierają dziecku poczucie sprawczości, przekonanie, że jest wystarczające do czegoś. Są takie dzieci, które przez te nasze działania przestają próbować. Nie wierzą, że coś, czego chcą, jest w ich zasięgu. 

Czasem rodzice próbują ukierunkować dzieci na własną modłę: ja byłam dobra z matematyki, to i ty powinieneś ją lubić. I nie dopuszczają do siebie myśli, że to dziecko może interesować się czymś całkiem innym. 

Jest taki piękny film pt.: "Billy Elliot”. Opowiada o chłopcu, którego rodzina zapisała na lekcje boksu, a on chciał się uczyć baletu. W niezwykle wzruszającej końcówce jego bliscy przyznają, że taniec to jest właśnie to, czym on powinien się zajmować. Polecam wszystkim rodzicom. 

Jak pomóc dziecku odkryć jego potencjał?

Czy istnieją jakieś praktyczne ćwiczenia otwierające dziecko?

W Akademii Przyszłości stosujemy tzw. indeks sukcesów. To taki dzienniczek dobrych rzeczy. Stwórzmy sobie taki zeszyt, w którym będziemy zapisywać małe i duże sukcesy dziecka. To może być wszystko. Jeśli dziecko zwykle ma problem, żeby otworzyć tornister i zasiąść do pracy domowej, a któregoś dnia to zrobi, zauważmy to. Zapiszmy: “dzisiaj sam zacząłeś odrabiać lekcje”. ”Samodzielnie się ubrałeś”. To są sukcesy.

Albo: „Dzisiaj poprosiłam cię, żebyś wyniósł śmieci, a ty po prostu wziąłeś worek i poszedłeś. Bez żadnego ‘zaraz’". Nazywajmy też duże sukcesy. Piątka z matematyki, piękne wypracowanie z polskiego – to jest coś. 

Czyli nie przyjmujemy, że to, co dziecko zazwyczaj robi dobrze, jest czymś naturalnym?

Przecież sami wcale tak nie uważamy! Często mamy skarżą się, że są jedynymi osobami w domu, które wkładają pranie do pralki, a potem je rozwieszają. Reszta domowników przyjmuje to za naturalne, normalne. Tym mamom przykro jest, że nikt nie zauważa ich pracy. Dokładnie to samo robimy z dziećmi.

Zatem – doceniajmy dzieci. Jeśli pewnego dnia dziecko wróci ze szkoły po siedmiu lekcjach, w tym kilku, których nie lubi, powiedzmy: "Zobacz, przeżyłeś, udało ci się dobrnąć do końca. To się nazywa wytrwałość”. Dziecko, które potrafi nazywać swoje mocne strony, to jest dziecko, które ma właściwą samoocenę. Nie koloruje świata, ale też nie uważa, że jest niewystarczające. Wiara w siebie polega na tym, że wiem, jaka jest moja słabość, ale znam też moją mocną stronę. 

Jak pomóc zbudować dziecku wiarę w siebie?

Mój syn ładnie śpiewa, ma słuch muzyczny. Kiedy był mały, chodził na zajęcia, występował. Ale w pewnym momencie się zaciął. Nie chce już śpiewać. Mówi, że to zajęcie dla dziewczyn. Z jednej strony nie chcę wywierać na nim presji, z drugiej czuję, że mam obowiązek, jako mama, nie dopuścić do zaprzepaszczenia tych zdolności. Nie chcę, by za 10 lat powiedział mi: "Dlaczego mnie nie zmusiłaś do gry na gitarze? Byłem dzieckiem, byłem głupi. Teraz chciałbym grać w zespole, a nie umiem nut”.

Znowu polecę film "Billy Elliot” – to jest odtrutka na myślenie, o tym, co jest dla dziewczyn, a co dla chłopaków. Trzeba zastanowić się, skąd się wzięło to jego przekonanie. Nawet jeśli jest to nielogiczne – bo przecież on dobrze wie, że chłopaki też śpiewają. Tu z pewnością chodzi o coś, co wydarzyło się na poziomie emocjonalnym. Prawdopodobnie koledzy mu coś powiedzieli. Gdy człowiek ma kilkanaście lat, jego grupa rówieśnicza jest super ważna. 

Zmuszać na pewno nie ma sensu. Ale radzę wracać do tego tematu w rozmowach. Można poszukać jeszcze innych historii, filmów, książek o kimś, kto robił coś zupełnie niezgodnie ze swoją płcią. Można porozmawiać o tym, co jeszcze oprócz śpiewania robią tylko dziewczyny. 

Może tylko dziewczyny są nauczycielkami? Poszukać dalej: może to a to robią tylko wysocy, niscy, rudzi, czarni, biali, starzy, młodzi. Pokazać, że taka myśl jest nierozwijająca. Gdyby dziewczyny myślały, że tylko chłopcy latają w kosmos, nie byłoby pierwszej astronautki. Gdyby dziewczyny myślały, że tylko chłopcy grają w piłkę nożną, to Polska nie miałaby jednej z najlepszych w Europie żeńskich drużyn piłkarskich. 

Warto poddać dziecku pomysł, by spróbował śpiewać, ale w takiej przestrzeni, gdzie nikt się o tym nie dowie. Przecież nie musi od razu występować na scenie! Istnieją zajęcia indywidualne, jeden na jeden. Próbowanie w takim bezpiecznym środowisku często się udaje. A potem, krok po kroku, może odważy się na więcej. 

Trzeba dziecku uświadomić, że próbowanie nie wiąże z żadnymi konsekwencjami, że nikt nie będzie go oceniał. Że może popróbować chwilę, kilka tygodni, i zrezygnować. To niezwykle ważne –  pozwalajmy rezygnować. 

Jest wiele sposobów na zaangażowanie dziecka

Czasem dziecko jest tak nieśmiałe i skryte w sobie, że rodzic może przeoczyć jego szczególne uzdolnienia. Co robić, by do tego nie dopuścić?

Gdy moje dziecko miało kilka lat, było typowym introwertykiem. To była dla mnie trudna sytuacja, ponieważ sama mam zupełnie inny charakter. Nie wiedziałam właściwie, czy moje dziecko ma problem z tym, że nie chce niczego próbować, czy może to ja jestem w przeciwnej skrajności, czyli, że lubię wszystkiego posmakować. 

Proszę uwierzyć, że zarówno ludzie, którzy mają 10 pomysłów na minutę, jak i ci, którzy próbują może trzech nowych rzeczy na rok, są "normalni”. Po prostu różnimy się, mamy różne temperamenty. Warto więc sobie zadać pytanie: Czy to są moje oczekiwania? Czy rzeczywiście jest to coś problematycznego? 

A gdy faktycznie jest tak, że dziecko boi się próbować, rozwiązaniem może być coś takiego jak Uniwersytet Dzieci. Ta fundacja daje możliwość kilku tysiącom dzieci każdego roku pochodzić na bardzo różne zajęcia. Są i wykłady, i warsztaty praktyczne – na przeróżne tematy: o owadach, o grach komputerowych, o owocach egzotycznych, o czystej wodzie, są zajęcia sportowe, kryminalistyczne. Wszystkie one mają za zadanie rozbudzać zainteresowania.

Mojej córce to bardzo pomogło. W wielu miejscowościach, np. w domach kultury, można znaleźć podobne inicjatywy i warto z nich korzystać. Ale mnóstwo rzeczy, które pobudzą ciekawość dziecka, możemy robić po prostu w obrębie własnego domu, rodziny. To może być granie w gry planszowe, czytanie książek dzieciom – nawet tym, które umieją już czytać

To może być wycieczka: ale pozwólmy dziecku ją wymyślić, niech ono określi cel (oczywiście spośród kilku, które podamy my). Sprawdźmy w internecie, razem z dzieckiem, co jest do zobaczenia, przygotujmy się do wyprawy, pozwólmy dziecku być przewodnikiem. To jest doskonały pomysł szczególnie dla rodziców nastolatków. Ale to samo można zrobić też z 6-7 latkiem.

Jaką radę dałaby pani rodzicom, którym zależy na tym, by potencjał ich dzieci został wydobyty?

Rozmawiajmy z dziećmi. Miejmy dla nich uważność. Podkreślam: uważność, nie czas. Można mieć czas dla dziecka, a jednocześnie głowę zajętą pracą lub innymi problemami. Nazywajmy dziecku jego mocne strony. Chwalmy, ale bądźmy też szczerzy. Dziecko to mały dorosły, jak mawiał Janusz Korczak. Traktujmy więc dzieci poważnie.

Zobacz także:

Nie musisz ślęczeć z nim do nocy. To dobry moment, by odpuścić odrabianie lekcji z dzieckiem

Wyjątkowo inteligentne dziecko rozpoznasz po 5 cechach

Chcesz mieć mądre i pewne siebie dziecko? Natychmiast włącz mu telewizor

Nie daj się truć. Ten cichy zabójca wdziera się do twojego domu
oczyszczacz powietrza smog
Pamiętam, jak kiedyś przyjechali do nas moi teściowie. Był listopad a za oknem… żółto. Od smogu. Nie wychodziliśmy tego dnia na spacer, bo smród na zewnątrz aż zatykał płuca. Za oknem ledwo widać było światła budynku naprzeciwko, a w powietrzu unosił się odór spalin.Takiego smogu nie widziałam dawno, a moi teściowie żyjący w małym mieście chyba nigdy. Zmiany klimatyczne oraz coraz większa liczba samochodów powodują, że podobnych dni będzie niestety przybywać.Najgorsze jest jednak to, że aż do tego dnia nie łączyliśmy infekcji naszych i naszych dzieci, bólu głowy i suchości skóry z zanieczyszczonym powietrzem. Dopiero wtedy zaczęliśmy o tym czytać i połączyliśmy kropki. Takie ekstremum zmusiło nas do działania. 
Czytaj dalej
Dziecko samo na placu zabaw. Od kiedy dziecko może bez opieki wyjść na dwór?
dzieci na placu zabaw
Nauka samodzielności to jeden z najważniejszych etapów wychowywania dziecka. Rodzice stopniowo muszą dawać maluchom coraz więcej przestrzeni, by dzieci nabierały nowych umiejętności, a także pewności siebie. Jednym z wyrazów zaufania i nadania sprawczości dziecku może być pozwolenie na samodzielne wyjście na dwór lub zabawę na placu zabaw. Pytanie, jaki wiek będzie najlepszy?W jakim wieku najczęściej widzicie dzieci na placach zabaw? Czy zawsze są tam pod opieką dorosłego? Czy widujecie samodzielnie bawiące się rodzeństwa? Każdy rodzic ma prawo sam wybrać moment, w którym pozwala dziecku na wyjście na dwór bez opieki. Należy jednak wziąć pod uwagę kilka czynników. 
Czytaj dalej