Wyszukaj w serwisie
Przed ciążą Ciąża i Poród dziecko 0-2 przedszkolak szkoła Życie rodzinne zdrowie i pielęgnacja dziecka quizy
portalparentingowy.pl > Ciąża i poród > Mam pełno zdjęć dzieci i męża, ale nie swoich. Dlaczego matek nie ma na fotografiach?
Aneta Zabłocka
Aneta Zabłocka 25.05.2024 13:40

Mam pełno zdjęć dzieci i męża, ale nie swoich. Dlaczego matek nie ma na fotografiach?

Aneta Zabłocka
Fot. Aneta Zabłocka/Portal Parentingowy

Ten felieton miał wyglądać zupełnie inaczej. Byłam w piątek na Dniu Rodziny w przedszkolu i płakałam jak bóbr, patrząc na mojego młodszego syna. Jego tata zapomniał spakować strój galowy rano, więc Młody jako jedyny występował w koszulce z Pokemonami. Przez całe przedstawienie wpatrywał się we mnie i oglądał moje reakcje. Gdy zaczęłam płakać na piosence o mamie, jego ustka też zrobiły podkówkę. Musiałam szybko się uśmiechnąć, aby wiedział, że nie dzieje mi się krzywda, a jego występ mnie zachwyca.

Taki to miał być felieton. O tym jak dzieci dorastają, że rozrywają serce na kawałki, że zmęczenie jest tego warte. Bo miłość wynikająca z posiadania dzieci jest obezwładniająca. Ale ten tekst będzie zupełnie o czymś innym. 

Nie mam zdjęć

Szukając zdjęcia ilustracyjnego do felietonu na Dzień Matki, wiedziałam, że nie znajdę ich w moim telefonie, ani komputerze. Nie mam żadnych wywołanych zdjęć z okresu ciąży i maleńkości mojego pierwszego dziecka, na których jestem też ja. To powyższe, które widzicie, zrobiła moja przyjaciółkach na chrzcie mojego syna. Błagałam, żeby nie brała aparatu, bo wstydzę się siebie, jestem gruba, potwornie zmęczona, a z całą tą uroczystością mi nie po drodze. Ale się uparła i miała rację. To jedno z najpiękniejszych zdjęć, jakie mam z synem. Jego czarno-białą wersję zawsze noszę ze sobą w portfelu.

Napisałam do mojej drugiej przyjaciółki z pytaniem, czy ma może jakieś zdjęcia ze swojego ślubu. Obie byłyśmy wtedy w zaawansowanej ciąży, widziałam to jako fajny obrazek. Z tego dnia mamy nawet polaroida, na którym jej mąż trzyma nas obie za wielkie brzuchy. Ja w niebieskiej sukience, ona w czerwonej.

Odpowiedziała: "Sprawdź w plikach na mess". I to była wspaniała podróż. 

1cba6176-3e41-4230-8fe4-f01961d44791.jpg
Fot. Aneta Zabłocka/Portal Parentingowy


 

Narodziły się dwie matki

Przeglądając zdjęcia, które wysyłałyśmy sobie z moją najlepszą przyjaciółką, która o swojej ciąży dowiedziała się tydzień po mnie, miałam okazję przeżyć to z nią jeszcze raz. Myślę, że nawet z 20 kg nadwagi, spuchniętymi łydkami (u mnie), zgagą (u niej), strachem, że życie nam się zaraz zawali, nie miałyśmy pojęcia, co nas czeka.

A jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że razem przygotowywałyśmy się wzajemnie do bycia matką. Zasoby aplikacji wypluły setki zdjęć, na których pokazujemy swoje rosnące brzuchy, zjadane ogórki, relacje ze sklepów z zabawkami, gdy kompletowałyśmy wyprawkę. Mam zdjęcia spuchniętych oczu, spoconych pach, zmęczonych stóp. Wysyłałyśmy fragmenty książek o macierzyństwie, które symultanicznie czytałyśmy. Od pierwszego tygodnia, do 9. miesiąca byłyśmy w tym razem.

Marta urodziła pierwsza. Tydzień przede mną. Tego wieczoru wisiałyśmy na telefonie i pisałyśmy o rozwarciach, o samotności i ogromnym bólu, na który żadna z nas nie była przygotowana. Potem dostałam zdjęcie Zosi. Maleństwa. Za tydzień urodziłam mojego Szczepana. W ciągu tygodnia narodziły się dwie matki. 

skrin dzieci

"Czego my wtedy od siebie chciałyśmy?"

W pierwszych dniach po urodzeniu dziecka jeszcze wysyłałyśmy sobie zdjęcia bolących, nabrzmiałych piersi, śpiących mężów i skromnych posiłków, które udało nam się złapać w przerwie między pieluchami i karmieniem. Za jakiś czas jednak umilkłyśmy, bo pochłonęła nas proza życia. Zaczęłyśmy też porównywać się między sobą. Która ma prawo do większego zmęczenia? Której łatwiej przychodzi karmienie? Której dziecko jest spokojniejsze? To wszystko działo się w naszych głowach.

Gdy dostałam list z badań przesiewowych, że Szczepan może mieć chorobę tarczycy, nie powiedziałam mojej przyjaciółce. Wstydziłam się. Ona wtedy też podejrzewała inną chorobę u swojej córki. Oddaliłyśmy się od siebie, podczas gdy potrzebowałyśmy najbardziej.

Z pewnością obie miałyśmy wtedy bejbi blues. Myślę, że otarłyśmy się o depresję. Choć dopiero teraz jesteśmy w stanie o tym świadomie mówić. 

W konwersacji natrafiłam na zdjęcia z naszych pociążowych "metamorfoz". Chudłyśmy z dnia na dzień, ale ciągle byłyśmy niezadowolone ze swojego ciała. Dzisiaj Marta pisze: "Czego my wtedy od siebie chciałyśmy?". Do cholery, urodziłyśmy dziecko, a wysyłałyśmy zdjęcia 20-letnich fit influencerek jako inspirację. 

Nigdy nie będziesz szła sama

W mojej drodze do bycia matką nie było chwili, w której nie było obok mojej przyjaciółki. Nawet gdy milczałyśmy przez kilka dni, to myślałyśmy o sobie, o swoich dzieciach. Pokręcony los mógł tylko sprawić, że zaszłyśmy w ciążę w tym samym czasie i możemy razem doświadczać macierzyństwa.

Każda z nas jest inna. Ja jestem raczej szalona i zawsze wprowadzam niezły chaos, gdy odwiedzam jej dzieci. Szczególnie wieczorem, w porze wyciszenia lubię rozpocząć jakąś zwariowaną zabawę z dziewczynkami. Marta jest bardziej pilną mamą, która dba o dobre wykształcenie dzieci, zachowanie i ładne ubrania. Moi chłopcy chodzą w podartych spodniach.

Przeglądając pliki, zdałam sobie sprawę, że to jedyne miejsce, w którym byłam sobą jako kobieta i matka. Tylko jej mogłam wysłać zdjęcie moich cycków w rozmiarze F i powiedzieć, że zaraz pękną. Tylko ona mogła mi napisać: "wiem, co czujesz", bo była w tym samym momencie życia. Tylko od niej otrzymywałam wiadomości, w których opisuje nasze życie sprzed dzieci z dopiskiem "trzeba było zostać na Bronia", gdzie kiedyś wspólnie mieszkałyśmy w czasach studenckich. Bez mężów, bez dzieci, z małym blenderem do robienia koktajli.

Gdy rodzisz dziecko, dociera do ciebie, że nigdy nie będziesz już sama i zawsze będziesz odpowiedzialna za drugiego człowieka. Nikt jednak nie mówi, jak samotne jest macierzyństwo. Jaki to jest ból. Dlatego jestem wdzięczna, że moja przyjaciółka zawsze była ze mną. I myślę sobie, że matkę we mnie stworzyła ona - Marta, w której mogłam przejrzeć się jak w lustrze. I tak powstał nie felieton o dzieciach, a list miłosny do drugiej matki.

Przeczytaj inne materiały stworzone przez nas na Dzień Matki:

"W pewnym momencie zostajesz tylko ty, ten mały człowiek i miłość"

Dzień, w którym stałam się matką: "Zrozumiałam, że już nie ma dawnej mnie. I, że to żadna strata”

Jestem mamą. Moje dzieci to siła, to wiatr w skrzydła, to miłość do żadnej innej niepodobna

"Pani Beato, nie możemy dłużej czekać". Tego dnia narodziłam się jako matka