Wyszukaj w serwisie
Przed ciążą Ciąża i Poród dziecko 0-2 przedszkolak szkoła Życie rodzinne zdrowie i pielęgnacja dziecka quizy
portalparentingowy.pl > Dziecko 0-2 > Dawne metody na usypianie dziecka. Aż włos się jeży na głowie
Marta Uler
Marta Uler 19.05.2024 21:00

Dawne metody na usypianie dziecka. Aż włos się jeży na głowie

dziecko w łóżeczku
Fot. Freepik/pch.vector

Dawno, dawno temu, żeby matka mogła popracować w polu, dziecko musiało spać. Dlatego dostawało do ssania makówkę – zawinięte i związane w szmatkę ziarna maku. Mak otumaniał i faktycznie sprawiał, że dziecko zasypiało, i to szybko i mocno.

Kilkadziesiąt lat temu najpopularniejszą metodą na usypianie dziecka, było zostawianie go samego w łóżeczku i cierpliwe czekanie, aż się wypłacze i z wyczerpania zaśnie. Zwolenników wariacji na temat tego sposobu znajdziemy niestety nawet dziś. 

Dawne metody na usypianie dziecka

Mak, ten lekarski – nie niebieski, którego używamy w kuchni – służył, m.in. do wytwarzania opium. Ten gatunek zawiera, m.in. kodeinę i morfinę, ma właściwości przeciwbólowe i nasenne. Od niepamiętnych czasów mak wykorzystywano na różne sposoby, np. do usypiania niemowląt i małych dzieci. 

W tym celu, jaki pisze Łucja Winczewska w swojej pracy pt.: “Od gadów do queerozaurów – narkotykowe relacje ze światem...”): ”matki moczyły w wywarze z maku z dodatkiem miodu kawałek lnianej chusteczki, zwijały materiał w rożek i podawały dzieciom do ssania, by je uspokoić i ułożyć do snu”.

Na polskich wsiach, a zapewne nie tylko na wsiach, nagminne było także usypianie niemowląt wódką. Wiadomo przecież, że po alkoholu dobrze się śpi... Z dzisiejszej perspektywy podobne praktyki są po prostu niedopuszczalne, a takie postępowanie wobec dzieci jest przestępstwem i jest karalne. A co z tak popularnym w przeszłości zmuszaniem do "wypłakiwaniem się” dzieci? To powinno podchodzić pod znęcanie się, a wciąż ma wielu zwolenników.

"Metody” na usypianie dziecka, "treningi” snu

Na jednej z facebookowych grup zrzeszających mamy niemowląt, jedna z użytkowniczek napisała ”Dziewczyny, poradźcie. Czy jeśli moje 13-miesięczne dziecko płacze już w swoim łóżeczku 20 minut, to powinnam wejść i to przerwać?”. Aż ciężko to skomentować, ale internautki piszą:

  • "Daj mu ostatnie 5 minut i wejdź, jednak szkoda dziecka”,
  • "Dwadzieścia minut to już czas”,
  • "Długo płacze! Już 10 minut temu powinnaś była zareagować!”

Nie, dziecko wcale nie powinno i nie musi płakać po to, żeby usnąć. 

Istnieją przeróżne metody, choćby taka, która nazywa się “3-5-7”, a opracowana została przez Eduardo Estivillę, hiszpańskiego lekarza, i jest to uwspółcześniona wersja zwykłego (bestialskiego?) zostawiania dziecka w samotności, by ”spokojnie” się wypłakało. Polega na tym, że pierwszego dnia rodzic układa niemowlę w łóżeczku i wychodzi na minutę. 

Kiedy okazuje się, że maluszek zaczyna płakać, wraca, utula go i znów wychodzi, tym razem na 3 minuty, a kolejno na 5 i 7. Ważne w tej metodzie jest to, by nie wchodzić wcześniej i nie reagować na rozpaczliwe wzywanie przez dziecko

Dziecko uczy się samodzielności?

To samo proponuje rodzicom dr Richard Faber, tylko według niego lepiej, by te odstępy, w których można wchodzić do zostawionego w samotności dziecka, powinny wynosić 5, 10 i 15 minut. Po każdym z tych okresów rodzic ma prawo wejść do pokoju dziecka, pocieszyć je, ucałować, itp. I znowu wyjść. Zadniem tego "specjalisty”to wystarczy, by ukoić nerwy dziecka i by nauczyło się ono spokojnie zasypiać.

Warto tu także wspomnieć o znanej “trenerce” snu Tracy Hogg, która święciła triumfy popularności jeszcze kilkanaście lat temu, a dziś na szczęście wielu psychologów potępia ją za jej ”Język niemowląt”. Trening snu? Serio? Fizjologiczną potrzebę, która z czasem sama naturalnie się wyreguluje, trzeba trenować? Kilkutygodniowe, czy kilkumiesięczne (starsze też!) dziecko, by zdrowo funkcjonowało, potrzebuje czułej obecności opiekuna, a nie umiejętności radzenia sobie z samotnością.

Faktycznie, te metody wypłakiwania się w końcu doprowadzają do tego, że dzieci zasypiają. Ale, niestety, nie dlatego, że czują się takie “samodzielne”. Wyjaśnia to Magdalena Komsta, psycholożka i terapeutka bezsenności na swoim blogu wymagające.pl: ”poddane treningowi snu opartemu o wypłakiwanie niemowlęta, trzeciego dnia już nie płaczą. Trudno jednak powiedzieć, że nauczyły się uspokajać, skoro poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, w ich ślinie jest nadal tak wysoki jak pierwszego dnia treningu.

I dalej: "Potwierdzono istnienie zjawiska  ‘wyuczonej bezradności’ już u ośmiotygodniowych niemowląt!”

"I tak, jak w przypadku dorosłych powiązano zjawisko wyuczonej bezradności z zaburzeniami depresyjnymi, tak u niemowląt, których komunikacja nie spotyka się z odpowiedzią opiekuna, wykształcają się objawy depresji”.

Nie opuszczaj płaczącego dziecka

Niemowlęta komunikują się ze światem za pomocą płaczu. Ich najbliższym środowiskiem są mama i tata. Jeśli rodzice nie odpowiadają na komunikaty swoich dzieci, te uczą się, że nie są ważne, że są bezradne, że ich wołanie nie ma sensu i tracą nadzieję. Bo przecież nie mogą liczyć na najbliższych, nie mają w nich żadnego oparcia, uczą się, że oni im nie pomogą. To dlatego, w końcu, umęczone tym płaczem, usypiają. Ale czy tego chcemy dla naszych dzieci?

Kiedyś dawano te makówki, ale ludzie nie wiedzieli, że to są narkotyki, że to niszczy zdrowie, itd. Dziś mamy internet, swobodny i szeroki dostęp do wszystkich możliwych specjalistów i publikacji naukowych, do portali specjalizujących się w danej tematyce, świadomość społeczeństwa rozwija się, a wciąż postępujemy tak niezrozumiale. 

Zobacz także:

"AAA, kotki dwa” - zapomnij o tej kołysance. Naukowcy odkryli, co lepiej usypia dzieci

Pięć minut i zaśnie jak suseł. Te zabawy na wyciszenie to tajna broń rodziców

To znęcanie się nad dzieckiem. Stare metody na odstawienie niemowlęcia od piersi