Wyszukaj w serwisie
Przed ciążą Ciąża i Poród dziecko 0-2 przedszkolak szkoła Życie rodzinne zdrowie i pielęgnacja dziecka quizy
portalparentingowy.pl > Szkoła > Wszyscy kochają metodę Montessori. Dla tych dzieci jest fatalna
Marta  Lewandowska
Marta Lewandowska 20.02.2024 09:32

Wszyscy kochają metodę Montessori. Dla tych dzieci jest fatalna

Montessori a spektrum autyzmu i ADHD
Fot. Pexels

Edukacja w nurcie Montessori brzmi dla wielu dzieci kusząco, jednak trzeba pamiętać, zanim wybierzesz dla dziecka taką placówkę, że nie dla każdego będzie ona odpowiednia. Warto tu wspomnieć choćby o dzieciach w spektrum autyzmu i tych z ADHD. Owszem, część z nich doskonale odnajdzie się w takiej formule, ale nie wszystkie.

Montessori w znacznym stopniu podąża za dzieckiem, pozostawia mu wiele swobody, a to w niektórych przypadkach może być szkodliwe. Bywa, że przeniesienie dziecka do tego systemu edukacji przekreśla wcześniejsze lata terapii i powoduje regres. 

Założenia edukacji Montessori

Szkoła czy przedszkole Montessori kusi rodziców, bo jawi się jako raj edukacyjny. Nikt na dziecko nie naciska, ono samo decyduje jak i ile pracuje, może poświęcać więcej czasu na swoje pasje. Reszty uczy się przy okazji. Zwolennicy podkreślają, że to świetny sposób nauczania małych geniuszy, dzieci bardzo wrażliwych, ale też tych nadmiernie ruchliwych, bo w Montessori nie ma ławek, dzwonków a czasem nawet tablic.

Szkoła czy przedszkole, w których dziecko spędza czas, poznając świat w sposób bardziej naturalny, intuicyjny. Nauczyciel przygląda się i zamiast podawać dziecku rozwiązania, czy zmuszać do działań schematycznych pozwala mu samodzielnie natrafić na sposób rozwikłania problemu. 

To naprawdę niesamowite i może pomóc dziecku zakochać się w procesie uczenia, wykorzystać jego potencjał, który w tradycyjnej szkole nie zostałby nigdy odkryty. Tylko pamiętajmy, że po pierwsze mówimy o dzieciach, które rozwijają się prawidłowo i są neurotypowe, a po drugie, z nauczycielami w Montessori też bywa różnie.

Kopia – Marta L - 2024-02-19T144535.919.jpg
Fot. Unsplash

Spektrum autyzmu a placówka Montessori

Jeśli umówisz się na spotkanie w placówce Montessori i powiesz, że masz dziecko z autyzmem, czy zespołem Aspergera, więcej niż pewne, że usłyszysz, że nie ma problemu, bo przecież podchodzą do uczniów indywidualnie. Ale to nieprawda - to jest problem. Większość z tych placówek jest prywatna i nikt nie przegoni ucznia z tak dużą subwencją oświatową, bo na dzieci z orzeczeniami pieniędzy dostają więcej. Brutalne, ale prawdziwe. 

Praca z dziećmi w spektrum jest całkiem inna i każde dziecko w spektrum jest inne. Są takie, które bardzo wysoko funkcjonują, od wczesnego dzieciństwa pozostają pod opieką terapeutów i niewprawione oko nie zauważy, z jakimi trudnościami się zmagają. Są i takie, które zwyczajnie potrzebują stałego i intensywnego wsparcia, chociażby w kontaktach z rówieśnikami. Jednym i drugim Montessori NIEKONIECZNIE się przysłuży.

Bardzo jasno chcę, żeby tu wybrzmiało, że to właśnie ta różnorodność między uczniami w spektrum jest kluczowa. Aspektów, które tu należy poruszyć, jest kilka:

  • Czy i jak długo dziecko jest w terapii?
  • Jakiego rodzaju jest to terapia?
  • Jak dziecko funkcjonuje społecznie, poznawczo?
  • Czy nie ma niepełnosprawności intelektualnej?

Z dziećmi w spektrum autyzmu zwykle terapeuci pracują metodą behawioralną - w dużym uproszczeniu: prowadzą dziecko. Wskazują mu obowiązujące normy, zasady, uczą, że wypełnianie poleceń jest istotne, tak, jak zachowanie kolejności zadanych czynności. Montessori działa zupełnie odwrotnie - znaczną część tej decyzyjności zrzuca na ucznia. Ten system edukacji może więc stać w kontrze do tego, czego dziecko się uczy i zaszkodzić terapii.

Możemy marzyć o lepszej przyszłości, kiedy szkoła będzie naprawdę inna, lepsza, bardziej przyjazna, ale to się jeszcze nie zmienia aż tak, żeby można było potem dziecko posłać do szkoły średniej, na studia i do pracy, które będą za nim podążać. Chcemy poprawiać funkcjonowanie tych dzieci, żeby było im łatwiej odnaleźć się w świecie, w którym przyjdzie im żyć. A Montessori tego nie zrobi, przynajmniej w ich przypadku.

Dzieci w spektrum miewają fiksacje - dość często zresztą. Jednych pasjonują statki, innych maszyny budowlane, a jeszcze innych rolety w oknach, albo światło. Jeśli zostawimy takie dziecko bez odpowiedniego wsparcia, to ono ma spore szanse, spędzać całe dnie odsłaniając i zasłaniając rolety. To dość mocny przykład, ale niestety pochodzi z życia. Pogrążanie się w fiksacji, jeśli nauczyciel czy opiekun tego nie przerwie, może powodować regres rozwojowy - najgorszy koszmar rodzica, który widział już światełko w tunelu.

Dzieci w spektrum potrzebują jasnych zasad, często także schematów, które muszą wypracować, powtarzać i utrwalać. Jeśli obok nie ma osoby z wiedzą i doświadczeniem, która je poprowadzi - mogą utknąć. 

Kopia – Marta L - 2024-02-19T145950.250.jpg

Montessori a ADHD

Podobne obawy budzi edukacja w nurcie Montessori dzieci z ADHD. Zaburzenie charakteryzuje się nie tylko nadmierną ruchliwością, ale także przede wszystkim deficytami uwagi. Takie dziecko bardzo łatwo "odpływa". Wystarczy dźwięk, hałas, zapach czy błysk światła, żeby je rozproszyć i oderwać od wykonywanych czynności. Dawniej przypinano im łatkę "niegrzecznych" (podobnie zresztą jak wysoko funkcjonującym autystom). 

W tradycyjnej klasie nauczyciel wymaga od dzieci ciszy w czasie prowadzonych zajęć, w Montessori nie ma takiej dyscypliny, jest więcej swobody, kontaktu z naturą. W tym samym czasie różni uczniowie mogą zajmować się różnymi zadaniami. Owszem placówki zapewniają, że mają dla uczniów z ADHD zaciszne kąciki, jednak zwykle jest to stolik w kącie. Nie ma magicznej kurtyny, która to dziecko odcina od bodźców. A sam nurt traci sens jeśli dziecko ma samo siedzieć przy stoliku. Może odebrać to jako karę i niesprawiedliwość.

Dziecko a ADHD musi mieć zapewniony spokój i poczucie bezpieczeństwa względną ciszę. Musi też otrzymać wsparcie w zakresie skupiania uwagi. Ono i tak będzie się rozpraszać, ale nauczyciel, który z nim pracuje, musi umieć łagodnie je naprowadzić. Można znaleźć wiele opracowań mówiących, że Montessori jest idealnym nurtem dla ucznia z ADHD i, owszem, niektóre jego założenia mogą się sprawdzić, ale jako całość jest zbyt chaotyczny z punktu widzenia dziecka z nadpobudliwością.

Środowisko funkcjonujące w nurcie Montessori kusi rodziców dzieci nadpobudliwych. Jednym z jego głównych założeń jest przecież akceptowanie różnic społecznych, ale i tych między jednostkami. To pozwala dzieciom poznawać świat i zdobywać wiedzą w sposób dostosowany do ich potrzeb. Jednak dzieci z ADHD mają tendencje do niekończenia zadań właśnie przez rozpraszacze, których w tym pełnym indywidualności środowisku może być dla nich zbyt wiele. W efekcie ich "inność" może wychodzić na pierwszy plan, co powoduje u nich frustrację, potęguje poczucie odrzucenia.

Nauczyciele w Montessori

W idealnym świecie nauczyciele zajmują się swoją profesją z powołania. Realia jednak bywają różne. W prywatnych placówkach zatrudnia się często młodych, niedoświadczonych pedagogów bez odpowiedniego przygotowania do pracy z dziećmi atypowymi. A więc także tymi w spektrum czy z ADHD. Przekonałam się o tym boleśnie na własnej skórze, kiedy jako młoda matka posłałam dziecko w spektrum do przedszkola, które obiecywało gruszki na wierzbie. 

Po latach wypracowaliśmy pewne rozwiązania, które były z korzyścią dla dziecka, a przynajmniej nie przeszkadzały w terapii. Jednak jeśli ktoś dziś pyta mnie, czy ryzykować, to odpowiadam stanowczo: nie. Bo dziecko to nie jest eksperyment. Nauczyciel, który ma w grupie dzieci z różnymi potrzebami, nie jest w stanie podążać za każdym z nich. Musi wypracować własne wzorce zachowań i ujednolicić je wobec wszystkich jednostek w grupie. 

W efekcie, aż za często te dzieci, które mają większe potrzeby, w tym deficyty uwagi, nie są wystarczająco zaopiekowane. Czasem po prostu nie da się tego ogarnąć, bo każde dziecko czegoś od nauczyciela chce, a te maluchy w spektrum czy z ADHD wyglądają na stale zajęte. Nauczyciel, który nie ma przygotowania do pracy z nimi, zwyczajnie nie ma możliwości zauważyć ich potrzeb. Tu szkoła systemowa z nauczycielem wspomagającym wygrywa w przedbiegach. 

Choć to zupełnie inny temat, bo "cień" nie zawsze wie, na czym jego rola w placówce i wspieraniu dziecka polega. Jednak dedykowany do dziecka wesprze je bardziej, niż ten, który ma podążać za uczniem. Bo pewne zachowania tych dzieci trzeba korygować, tu pojawia się właśnie praca behawioralna. Dlatego każde dziecko, które ma szczególne potrzeby, nie może trafić do takiej placówki bez konsultacji z terapeutą prowadzącym.

To, że rodzicom "wydaje się, że to dla niego dobre", wcale nie oznacza, że będzie dobre. Może doprowadzić do regresu, zaprzepaszczenia wielu miesięcy pracy i po prostu zaszkodzić. Jeśli terapeuta wyrazi zgodę, placówka bezwzględnie musi z nim współpracować, nauczyciel musi pozostawać w stałym kontakcie z nim i w razie wątpliwości otrzymywać wsparcie. Nie można pracować z dzieckiem z zaburzeniami jednocześnie w kilku nurtach, bo to prowadzi prosto w ramiona porażki.

Kopia – Marta L - 2024-02-19T154529.324.jpg
Fot. Unsplash

Są plusy Montessori dla autystów i dzieci z ADHD

Warto sobie uświadomić, że nie ma ani niezawodnych nurtów, ani nawet jednego najlepszego do pracy z każdym dzieckiem. Najrozsądniej jest czerpać z wielu i wykorzystywać to, co się sprawdza. Z Montessori warto, w przypadku tych uczniów, zaczerpnąć kilka rzeczy, które zresztą wcale nie zaszkodzą też uczniom neurotypowym. W klasach powinno być dość jasno, ale nie drażniąco - fatalne migające świetlówki, które pamiętamy ze swoich szkolnych klas, powinny być zakazane. Rozpraszają uwagę, drażnią i nikomu się nie przysłużą.

W szkołach, szczególnie w młodszych klasach można dostać wstrząsu sensorycznego. Mnogość kolorów, plakatów, prac uczniów rozwieszonych na tablicach nie pomaga w wyciszeniu i pracy. W Montessori jest przestronnie, czysto, każda rzecz ma swoje miejsce, co znacznie ułatwia organizację i prowadzenie zajęć. Dzieciom ogranicza się w ten sposób nadmiar bodźców. Nauczyciel powinien podchodzić do ucznia indywidualnie, to nie tylko sprzyja rozwijaniu jego pasji, ale też ułatwia zauważanie trudności, z którymi dziecko się mierzy i docenianiu jego talentów.

Jeśli Mareczek wie wszystko o wulkanach, to warto mu pozwolić poprowadzić taką lekcję. Nawet jeśli z matematyki ledwo plącze. Bo sztuka polega na tym, żeby wzmacniać talenty, a nie ciągnąć wszystkich do jednego poziomu, bo to niezależnie od nurtu nigdy się nie uda. 

Zobacz także:

Czym jest nauczanie dzieci wobec pedagogiki Montessori?

To trochę tak, jak życie na „pełnej bombie”. Jak NAPRAWDĘ zachowują się dzieci z ADHD?

Zespół Aspergera